Główna | Szkolenia i konsultacje | Literatura | Piękno | Moje

 

Eben Alexander

 

Ascendencja

Duchowość

Rozwój

Oczyszczanie

Ochrona

Antakarana

Karma

Atlantyda

Dobrobyt

Podnoszenie energii

Wyższe czakry

Smoki

Jednorożce

 

Promienie

Archanioł Metatron

Archanioł Sandalfon

Archanioł Christiel

Archaniol Purlimiek

 

Błogosławienie Wody

Modlitwa Huny

Zdrowie

Bogactwo

Jakości

Smoczy rytuał

 

Światło

Orby

 

Duchowe cytaty

Rozmowy z Bogiem

Wojownik Światła

Dalaj Lama

Eckhart Tolle

Osho

Eben Alexander

Sanaya Roman

Thich Nhat Hanh

 

Channeling

 

 

Widziałem ziemię - bladoniebieską kropkę w bezkresnym mroku fizycznej przestrzeni. Zauważyłem, że jedną z cech stanowiących o jej wyjątkowości jest pomieszanie dobra ze złem. Co prawda na ziemi dobro i tak przeważa nad złem, lecz złu wolno tu zdobywać wpływy całkowicie niemożliwe do uzyskania na wyższych poziomach istnienia. Zło niekiedy zdobywa przewagę, lecz dzieje się to za wiedzą i przyzwoleniem Stwórcy, stanowi także konieczny warunek istnienia wolnej woli, którą obdarzył istoty takie jak my.

Po wszechświecie są rozrzucone niewielkie cząstki zła, lecz łączna jego ilość jest raczej jak ziarnko piasku na ogromnej plaży w porównaniu z dobrocią, obfitością, nadzieją i bezwarunkową miłością, którymi przepełniony jest wszechświat. Miłość i akceptacja to materia, z której utkane są inne wymiary, dlatego wszystko, co nie posiada tych cech, natychmiast odstaje od reszty.

Wolna wola pociąga jednak za sobą pewne koszty - utratę lub porzucenie tej miłości i akceptacji. Jesteśmy wolni, lecz otaczające nas okoliczności sprzysięgły się przeciwko nam, żebyśmy takimi się nie czuli. Wolna wola odgrywa kluczową rolę w naszym życiu na ziemi. Pewnego dnia wszyscy odkryjemy, że służy o wiele wyższemu celowi, mianowicie pozwala nam przenieść się do wyższego, bezczasowego wymiaru. Nasze życie na ziemi może się wydawać mało znaczące w porównaniu z życiem w innych światach, tak licznie występujących w widzialnych oraz w niewidzialnych wszechświatach. Nie możemy mu jednak odmawiać wagi, bo nasze zadanie polega na rozwoju ku Boskości. Rozwój ten pilnie śledzą istoty zamieszkujące światy wyższego rzędu - dusze i lśniące kule (byty, które widziałem nad sobą w Tunelu, a które moim zdaniem stanowią archetyp aniołów w naszej kulturze).

My - duchowe istoty czasowo zamieszkujące powstałe w toku ewolucji śmiertelne mózgi i ciała, wytwory ziemi, funkcjonujące zgodnie z jej prawami - dokonujemy realnych wyborów. Myślenie nie jest domeną mózgu. Lecz na skutek treningu - częściowo pod wpływem naszych mózgów - uważamy ten narząd za źródło tego, co myślimy i kim jesteśmy. Dlatego utraciliśmy świadomość tego, iż od zawsze wykraczamy daleko poza ograniczenia materialnych mózgów i ciał, które są lub powinny być nam poddane.

Prawdziwa myśl poprzedza świat materialny. To myśl stojąca za świadomą myślą, odpowiedzialna za wszelkie naprawdę ważne decyzje. Myśl, która nie zależy od liniowego procesu dedukcji, lecz działa szybko jak błyskawica, kojarząc oraz łącząc ze sobą różne poziomy. W obliczu tej swobodnej, wewnętrznej inteligencji zwykły proces ludzkiego myślenia jest beznadziejnie powolny i nieudolny. To myśl piłkarza, który przewiduje lot piłki, myśl naukowca, który dokonuje natchnionego odkrycia, myśl artysty, który układa natchnioną melodię. To właśnie myślenie podprogowe, które nie zawodzi, gdy naprawdę go potrzebujemy. Niestety, zbyt wielu z nas utraciło wiarę w tego rodzaju myślenie, a wraz z nią zdolność do jego wykorzystania.

[…]

Myślenie poza mózgiem oznacza czerpanie ze świata natychmiastowych związków, które sprawiają, że tak zwane zwykłe myślenie (to znaczy jego aspekty ograniczone prawami fizyki, w tym prędkością światła) wydaje się beznadziejnie rozwlekłym, bardzo mozolnym procesem. Nasza najprawdziwsza, najgłębsza tożsamość jest zupełnie wolna. Nie paraliżują ani nie szkodzą jej wcześniejsze działania, nie dba także o tożsamość ani o pozycję społeczną. Wie, że nie musi się obawiać ziemskiego świata, i dlatego nie wyrabia sobie pozycji, zdobywając sławę, bogactwa lub podbijając innych.

Właśnie na tym polega prawdziwa tożsamość duchowa, której odzyskanie jest nam wszystkim pisane. Dopóki jednak ten dzień nie nadejdzie, uważam, że powinniśmy robić wszystko, co w naszej mocy, by skontaktować się z tym wspaniałym przejawem naszego istnienia - doskonalić go, wydobywać na światło dzienne. To właśnie byt obecny teraz w nas wszystkich, ten sam byt, do którego dążymy z woli Boga.

Jak się zbliżyć do prawdziwego duchowego ja? Okazując miłość i współodczuwając. Dlaczego? Dlatego że miłość i współodczuwanie to coś znacznie potężniejszego niż abstrakcyjne pojęcia, za które wielu z nas je uważa. Są realne. Są konkretne. A nade wszystko tworzą osnowę krainy ducha. By powrócić do tej krainy, musimy się do niej upodobnić już teraz, mimo że z trudem poruszamy się po zupełnie odmiennej rzeczywistości.

Jeden z naszych największych błędów polega na wyobrażaniu sobie Boga jako istoty bezosobowej. To prawda, że Bóg stoi za liczbami, za doskonałością wszechświata, które nauka mierzy, a nawet stara się zrozumieć. Ale paradoksalnie Bóg - Om - nosi w sobie pierwiastek „ludzki”, który przejawia się w nim pełniej niż we mnie czy w tobie. Jako osoba współczuje nam i rozumie nasze położenie lepiej, niż moglibyśmy sobie wyobrazić, bo wie, o czym zapomnieliśmy, zna straszliwy ciężar egzystencji pozbawionej choćby na chwilę dostępu do świata ducha.

Fragment książki "Dowód" Ebena Alexandra

 

 

Zapraszam również na stronę o Prospericie, gdzie zamieściłam konkretne techniki pracy nad rozwojem wewnętrznym.